Koniec roku

Zaplanowałem sobie zupełnie inny koniec roku blogowego, ale wyszło jak wyszło. W robocie zostałem zarzucony robotą i jak przychodzę do domu, to padam na przysłowiowy ryj. W kolejce czekają trzy przeczytane książki i dwa oglądnięte filmy, ale szanse na opinie na ich temat są raczej nikłe. Do tego zaczyna mnie irytować coraz bardziej blog.pl, problemy z dostępem i logowaniem zdarzają mu się ostatnio częściej. Przeżyłem przejście na WordPressa bezboleśnie, ale te kłopoty z pisaniem zaczynają mnie męczyć.

Zatem od nowego roku będzie mnie można znaleźć także na blogspocie –
http://tramwajnr4.blogspot.com
/ i spróbuję przez jakiś czas równolegle wstawiać notki na obu platformach. Jak blog się otrząśnie, to dobrze, jak nie, to będę tę stronę powoli „wygaszał”.

A na ten moment chciałem wszystkim podziękować za ostatni rok, życzyć udanego końca i wzmożonego czytelnictwa w nadchodzącym 2013.

Szczególnie dziękuję Viv, Agnieszce, anek7, Sil i Fenrirowi. Bez waszej inspiracji dałbym se już spokój :D

Zaszufladkowano do kategorii Różne

Święta pierwszy raz

Ten rok to zdecydowanie czas „pierwszych razów” w tramwaju. Zatem pierwszy raz chciałem złożyć życzenia świąteczne.

Wszystkim czytającym, zaglądającym, wracającym i niewracającym, komentującym, piszącym, a także uszka klejącym i na Mikołaja czekającym chciałem życzyć zdrowych, spokojnych, radosnych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. W ten czas spokojnie możecie na chwilę odłożyć książkę i pobyć z rodziną. No i pamiętajcie też, że śpiewanie kolęd może być interesującym doświadczeniem nawet jeśli nie umiecie śpiewać :)

Zaszufladkowano do kategorii Różne

Młody detektyw ?

Tytuł: Młody Sherlock Holmes: Zabójcza chmura
Autor: Andrew Lane
Czyta: Leszek Filipowicz
Wydawca: Biblioteka Akustyczna
Do tramwaju: tak
Ocena książki: 6/10
Ocena audio: 9/10

Cyfrowe książki czy tego chcemy czy nie coraz częściej pojawiają się w naszych domach. W moim przypadku zdecydowanie częściej jest to audiobook, elektronicznych wersji nie jestem w stanie czytać na ekranie monitora, a na zakup czytnika jeszcze się nie zdecydowałem. Kolejnym audiobookiem z którym miałem okazję się zapoznać jest pierwszy tytuł z serii „Młody Sherlock Holmes. Zabójcza chmura” autorstwa Andrew Lane’a, brytyjskiego pisarza tworzącego nie tylko powieści, ale także scenariusze.

Książka opowiada o pierwszych wakacjach Sherlocka Holmesa które spędził poza domem. Z racji wyjazdu ojca na misję wojskową do Indii trafia on do niewielkiej miejscowości Farnham, w której posiadłość ma jego stryjostwo. Z racji tego, że relacje z nowo poznanymi krewnymi nie układają się dość dobrze ( nie czarujmy się, zarówno ciotka jak i stryj sa po prostu dziwni ) chłopak decyduje się na coraz dalsze wycieczki poza teren posiadłości. W trakcie jednej z nich poznaje Matty’eg Arnatt’a, samotnego chłopca włóczącego się po kraju, który staje się później dla niego kimś na kształt Doktora Watsona.

W międzyczasie brat Sherlocka, Mycroft, decyduje się zatrudnić dla chłopca guwernera, aby dodatkowo wspomóc jego edukację i utrudnić mu wpakowaie się w jakieś klopoty. Tym nauczycielem, a zarazem  opiekunem jest Amyus Crowe, Amerykanin o mocno zagadkowej przeszłości i zadziwiających talentach. Oczywiście inicjatywa starszego brata na nic się nie zdaje i mimo opieki Sherlock trafia w wir zawiłej intrygi mającej na celu osłabienie lub nawet upadek Imperium Brytyjskiego. Główym przeciwnikiem naszego bohatera jest demoniczny baron Maupertuis, który z zemsty na Brytyjczykach uczynił główny motyw swoich działań.

Książka jest napisana znakomitym językiem, czuć, że autor stworzył już wiele interesujących historii. Z racji tego, że seria jest autoryzowane przez spadkobierców Conan Doyla możemy przyjąć, że wszelkie informacje, które się w niej pojawiają są zgodne z „uniwersum” Sherlocka Holmesa. Dowiadujemy się zatem, że jego ojciec było oficerem, poza bratem Sherlock ma chorowitą siostrę, a sam ma pewne kłopoty z nawiązywaniem kontaktu z rówieśnikami. Potwierdzają się też jego związki z Francją, jego matka miała tam krewnych. Cała historia jest spójna, dynamiczna, a intryga interesująca i mam własciwie tylko dwie uwagi.

Po pierwsze scena walki Sherlocka baronem Maupertuis wydaje mi się trochę zbyt groteskowa i odrobinę zbyt nowoczesna. Trąci mi trochę niezbyt udanym filmem Wild Wild West z Willem Smithem, gdzie nowoczesność wpychana jest na siłę i trochę głupawo. Piła tarczowa w rękach największego adwersarza młodego detektywa mocno mnie zniesmaczyła.

Po drugie, gdyby chłopakowi, który jest głównym bohaterem zmieić imię, nie zostałoby własciwie nic co łaczyłoby go z wielkim detektywem. Wiem, że Sherlock jest na początku swojej drogi i jeszcze niewiele umie, ale zupełnie nie czuję tu jego ducha. Owszem książka jest naprawdę niezła i dzieciaki będę miały mnóstwo  frajdy z jej czytania, ale nie spodziewajcie się jakiś choćby śladowych metod działania w stylu Baker Street. To trochę tak, jakby Lane napisał książkę, a potem pododawał odrobinę nawiązań i odniesień, żeby można było ją sprzedać jako Sherlocka Holmesa; Matty – Watson, baron Maupertuis – Profesor Moriarty.

Oczywiście z racji tego, że mamy do czynienia za audiobookiem na koniec kilka słów o audio.  Zabójcza chmura to jedna z najlepiej przygotowanych książek dźwiękowych jakie było mi dane posłuchać, lepszy był chyba tylko „Gwiezdny pył”. Lektor spisuje się znakomicie, potrafi swoim głosem nadać charakter poszczególnym postaciom , od razu wiemy, że Pani Eglantine to złośliwa jędza.

Generalnie jeśli wasze dziecko jeszcze nie zna największego angielskiego detektywa, to frajda będzie spora, dorośli zaś powinni potraktować ten tytuł raczej jako ciekawostkę.

Trucizna!

Tytuł: Trucizna
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: chyba tylko tam :(
Ocena ogólna: 2+/10

Andrzej Pilipiuk pisze dużo, czasem nawet bardzo dużo. Cykl Oko Jelenia zamiast sześciu tomów mógłby spokojnie zajmować trzy. Najczęściej jednak jest to na tyle udane pisanie, że spokojnie można po nie sięgać. niestety nie tym razem.

Jakub Wędrowycz czyli główny bohater tego zbioru to egzorcysta degenerat, postać z której w początkach swoich wycieczek w kierunku fantastyki Pilipiuk uczynił „okręt flagowy”, rodzaj znaku firmowego. Na szczęście o jego przygodach pisze już rzadziej i chyba powoli będzie kierował się w stronę dwóch innych stworzonych przez siebie postaci czyli Roberta Storma  antykwariusza i Pawła Skórzewskiego lekarza z czasów carskiej Rosji.

Dlaczego na szczęście? Ano dlatego, że Trucizna to totalnie, masakrycznie, ogólnie, specyficznie i straszliwie słaba książka jest. Opowiadania pisane są na siłę i większość spokojnie skrócić można by było do trzech zdań każde. A jakby się człowiek dobrze uparł to i cały zbiór streścić można w jakiś siedmiu.

Panie Andrzeju proszę! Niech Pan zajmie się rozwijaniem tych dwóch pozostałych postaci, niech Pan napisze powieść o Skórzewskim i zbiór dedykowany Stormowi, te wszystkie pisane na poważnie opowiadania o  nich to jest to. A jeśli nie, to niech Pan pisze o przedwojennej Polsce, o czasach odzyskiwania niepodległości, o przygodach młodych Polaków na kresach, to robi Pan znakomicie.

A Wędrowycz się już zdecydowanie wyeksploatował, pora dać mu spokój.

Spotkanie i to co przyniosłem

Dzisiaj ( niedziela 16 grudnia ) mieliśmy okazję spotkać się w Krakowie kolejny raz biblionetkowo. Ostatnie tegoroczne spotkanie było bardzo miłe i dziękuję Paniom i Panom ( w zdecydowanej mniejszości :) ) za kolejne udane, bardzo relaksujące i miłe popołudnie;)

Tym razem miejsce było bardziej przestronne, stół też na szczęście jakiś większy. Gdyby nie to, chyba wszystko by się nie zmieściło. Zdjęcia nie przedstawiają całości bogactwa tego co było, bo za chwilę dotarli jeszcze Szaraczek i Sherlock :D

Planowałem że wrócę maksymalnie z dwoma, może trzema książkami. Skończyło się na poniższym stosiku którego sponsorami są Viv87 i alouette, którym serdecznie dziękuję za pożyczenie :)

Zaszufladkowano do kategorii Różne

Postanowienie noworoczne :)

Trochę jeszcze zostało do końca roku, ale już teraz przyszła mi do głowy pewna refleksja. Zdecydowałem się na wcześniejsze postanowienie noworoczne. Poniżej znajdują się trzy półki które aktualnie mam zapełnione nieprzeczytanymi własnymi książkami. W trwającym roku udało mi się wypełnić wyzwanie z półki, ale niestety nie uzupełniałem informacji i sprawa umarła. Dlatego teraz będzie trochę inaczej. Notka przekształci się w osobną stronę z dokumentację zdjęciową tego jak mi idzie opróżnianie tych półek.

A teraz najważniejsza część, czyli postanowienie właściwie. Do momentu opróżnienia jednego pełnego rządku nie wolno mi kupić nowej książki, wolno mi tylko wygrać, wymienić oraz ewentualnie zakończyć pewien deal z Fenrirem.

Pólka pierwsza:

 

półka druga

półka trzecia

Nawet jeśli wyjdzie coś na co czekałem zakupów nie będzie.

P.S.

Postanowienie nie dotyczy kolekcji komiksów Marvela wydawanej co dwa tygodnie i tylko wtedy dostępnej :)

Zaszufladkowano do kategorii Różne

Odcinanie kuponów

Tytuł: Thorgal: Kriss de Valnor – 2 – Wyrok Walkirii
Scenariusz: Yves Sente
Autor: Giulio De Vita
Wydawca: Egmont
Do tramwaju: komiksów nie czytamy w tramwaju :)
Ocena ogólna: 6+/10

W amerykańskiej tradycji komiksów jeśli tytuł się sprzedaje nie musimy długo czekać, żeby pojawiły się spin-off’owe serie, podobnie jak z serialami. W komiksie europejskim tego typu sytuacja ma miejsce dużo rzadziej. Szczerze powiem, że serie poboczne Thorgal’a to pierwszy przypadek z jakim się spotkałem.

Rosiński oddał rysowanie serii pobocznych innym rysownikom, Strużenko rysuje przygody Louve,  a Giulio De Vita Kriss de Valnor.

Swoją przygodę z komiksem na poważnie zacząłem Krainą Qa, drugim tomem z serii o Thorgalu w którym pojawiła się Kriss de Valnor. Wcześniej były tylko Tytusy i pojedyncze zajawki Thorgala w magazynie Relax. Kriss była jedną z postaci, które wywarły na kształt opowieści największy wpływ, bardziej istotne to chyba tylko sam Thorgal i Aaricia. Aż w końcu dostała własną serię.

Wyrok walkirii to drugi tom samodzielnych  przygód największej „złej” w całym Thorgalverse. Po łzawym i słabym pierwszym tomie otrzymujemy zdecydowanie ciekawszą i dynamiczniejszą opowieść, scenarzysta się rozpędza, a rysownik też spisuje się całkiem dobrze, dużo lepiej niż w pierwszej odsłonie. Postacie zaczynają nabierać bardziej wyrazistych cech, a kadry już nie wydają się aż tak puste. Na półkach księgarskich znaleźć można część trzecią, zobaczymy czy ewolucja kolejnych części idzie w dobrym kierunku.

Co prawda nie są to już czasy kiedy stałem po autograf Rosińskiego dwie godziny i trafił mnie szlag, kiedy okazało się że byłem pierwszym, któremu nie narysował nic a tylko się podpisał, ale czytanie komiksów nadal sprawia mi ogromną przyjemność. W związku z tym, że Thorgal obniżył loty i ukazuje się niezbyt często mam nadzieję, że serie poboczne będą się u nas pojawiały  i dawały namiastkę starej przyjemności.

Poza Kriss mamy też opowieść o Louve, córce Thorgala, jest rysowana lepiej, mam nadzieję, że również rozwinie się fabularnie.

Zaszufladkowano do kategorii Komiks

Koniec Ryxa?

Tytuł: Kacper Ryx i król alchemików
Autor: Mariusz Wollny
Wydawca: Wydawnictwo Otwarte
Do tramwaju: można, ale trochę szkoda
Ocena ogólna: 8+/10

To już ostatnia odsłona cyklu o inwestygatorze królewskim. Historia opowiadana w poszczególnych tomach przygód średniowiecznego detektywie ma miejsce za panowania kolejnych królów polskich. Mieliśmy Zygmunta Augusta, Henryka Walezego, Stefana Batorego by na koniec poznać czasy najfajniejszego z królów, Zygmunta III Wazy. To właśnie dzięki niemu mamy w Krakowie święty spokój, chwała Ci za to Wielmożny Panie :)

Ryx na prośbę żony zaprzestał inwestygacji, zajmuje się wyłącznie leczeniem, wieczorami chleje na umór i coraz bardziej oddala się od ukochanej żony. Na szczęście możni średniowiecznej Polski nie pozwalają mu zgnuśnieć do reszty.

Opowieść kręci się przede wszystkim wokół tematu alchemii, tajnych bractw z nią związanych i wszelakich idiotyzmów, które wywołuje pogoń za tynkturą, czyli substancją umożliwiającą przemianę dowolnego metalu w złoto. Drugi ważny wątek to sprawa przejęcia schedy po Garbusie – Królu Żebraków. Oczywiście jak to z reguły ma miejsce u Wollnego oba wątki splatają się w końcu w jedną historię.

Książka znowu dzieje się w Krakowie, mamy niewiele istotnych wypraw poza ówczesną stolicę. Pod względem fabularnym plasuje się według mnie zaraz za tomem pierwszym, zarówno jeśli chodzi o wątki historyczne jak i kryminalne. Kończąc serię autor domyka wszelkie wątki, starzy wrogowie pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach, a intryga jest zajmująca. Trochę może ostatnia akcja trąca mi niezniszczalnym Brucem Willisem ze Szklanej pułapki, ale można przyjąć, że adrenalina i troska o rodzinę dodają sił.

Istotna dla mnie jest także wartość poznawcza całej serii, czasem miałem takie wrażenie, że dzięki Ryxowi dowiedziałem się więcej o tych czterech królach niż przez wieloletnią naukę historii w szkole. Ale na temat wiarygodności musiałby wypowiedzieć się ktoś kto się na tym zna. Polecam wszystkie cztery odsłony przygód Kacpra, troszkę cierpliwości potrzeba tylko dla tomu drugiego, ale i tak daje on sporo frajdy.

A na początku przyszłego roku będzie się znowu działo :). Nie po to Pan Wollny zostawił sobie furtkę, żeby z niej nie skorzystać. Na targach jedna z Pań z Otwartego wygadała się, że będzie okazja spotkać młodego Ryxa, zobaczyć czy skieruje się bardziej w stronę Bonda, porucznika Borewicza, a może pójdzie drogą wytyczoną przez ojca.

Ja czekam, a wy?