Pokolenie ’89 czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce

Powoli zbliżam się do czterdziestki, w maju minął kolejny rok. Kiedy człowiek kończy jakiś etap w swoim życiu, miewa czasem ochotę powspominać, wrócić myślami do przeszłości. Dla mnie czymś takim miało być „Pokolenie 89” autorstwa Beaty Tadli. Urodzona w 1975 roku w Legnicy dziennikarka i prezenterka Faktów TVN miała okazję mocno odczuć na własnej skórze jak to jest żyć w cieniu Wielkiego Brata. W okresie PRL w jej rodzinnym mieście znajdowało się dowództwo i koszary Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. W 2010 otrzymała tytuł Mistrza Mowy Polskiej, co wydało mi się dodatkową rekomendacją dla tej książki. Autorka chcąc pokazać wspólne dziedzictwo pokolenia postanowiła zebrać wspomnienia znanych ludzi, którzy podobnie jak ona i ja wchodzili w dorosłość w okolicach roku 1989. Był to rok przełomu, polska rzeczywistość zaczynała skokowo się zmieniać.

Książka zawiera krótkie rozmowy, takie mini wywiady z wieloma ludźmi którzy albo teraz, albo na przełomie lat dziewięćdziesiątych odciskali swoje piętno na życiu publicznym. Jedyny wspólny mianownik rozmówców Beaty Tadli to rok 89 oraz dorastanie w czasach PRL i przemian, nic poza tym. Lista nazwisk jest naprawdę długa i interesująca. Zaczynamy od Piotra Adamczyka i jego próby zamachu na Jerzego Urbana, Krzysztof Antkowiak opowiada o byciu gwiazdą w PRL, Tomasz Karolak dzieli się swoim zamiłowaniem do historii, a Jarosław Wałęsa opowiada o dorastaniu w cieniu sławnego ojca. Rozmówców jest w sumie ponad czterdziestu, jako ostania pojawia się wypowiedź autorki , która również dziali się swoimi wspomnieniami.

Pomysł na książkę z pozoru jest znakomity, zwłaszcza dla ludzi zbliżonych wiekowo, którzy dzielą podobne wspomnienia. Przecież prawie wszyscy aktualni czterdziestolatkowi świetnie pamiętają korale PRL czyli papier toaletowy i grudniowy dzień bez teleranka. Niestety mam nieodparte wrażenie, że autorka troszkę przeholowała. Osób z którymi rozmawia jest po prostu za dużo, pytania które im zadaje są podobne, a że pokolenie to samo, to i odpowiedzi podobne. Oczekiwanie na banana, guma balonowa i Pewex przewijają się prawie w każdej rozmowie. Jeśli przeczytamy w krótkim okresie czasu więcej niż trzy notki to książka momentalnie zaczyna nużyć, każde kolejne wydaje się kalką z poprzedniego. Może gdyby zmniejszyć liczbę „przepytywanych” osób i postarać się bardziej przybliżyć ich wspomnienia wyszłoby coś ciekawszego.

Drugi mój zarzut jest taki, że rozmowy tworzą nam koszmarnie niewiarygodny obraz ludzi wypowiadających się w książce. Znacząca część z nich miała jakiś udział w obalaniu komunizmu, rodzice trzymali po szafach bibułę, a Zbigniew Ziobro opowiadający o rysowaniu znaku Polski walczącej wydał mi się w swej wypowiedzi wręcz groteskowy. Może naprawdę to robił, ale w wywiadzie z dziennikarką wypadło to mocno nieprawdziwie.

Na plus można zdecydowanie zaliczyć jakość wydania książki. Ma ona twardą oprawę, a każdy wywiad poza jakimś zdjęciem ilustrującym wydarzenie w nim opisane zawiera także zdjęcia osoby z którą rozmawia Pani Tadla. Zawsze widzimy bohatera wywiadu jako małe dziecko i współcześnie znaną nam osobę.

Książkę mogę polecić tylko przy dwóch założeniach. Po pierwsze czytelnik musi mieć choć odrobinę nostalgii do PRL, nieważne czy biorącą się z dorastania w nim, czy związaną z ciekawością dotyczącą tamtych czasów. Po drugie należy czytanie dawkować sobie w małych kawałkach. Próba czytania w większych kończy się niestety nudą.