Aparatus – Andrzej Pilipiuk


Tytuł: Aparatus
Autor: Andrzej Pilipiuk
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 8/10

Posiadam na półce chyba wszystkie książki autorstwa Andrzeja Pilipiuka z gatunku fantasy. Brakuje mi tylko napisanego bardziej dla młodzieży „Norweskiego dziennika”. Lubię zarówno opowiadania z cyklu o Jakubie Wędrowyczu jak i te cięższe gatunkowo propozycje, które możemy znaleźć między innymi w zbiorze 2586 kroków. Wydaje mi się że w jego twórczości każdy znajdzie coś dla siebie.

Ostatnio wydany „Aparatus” to zbiór 8 opowiadań. Tym razem wszystkie poza dziejącym się w czasie wojny „Stawem” i odrobinę humorystyczną „Oślą opowieścią” należą do tych cięższych w twórczości Pilipiuka. Oczywiście cięższych nie znaczy gorszych.
W trzech – „Dzwon Wolności”, „Choroba białego człowieka” i „Ostatni biskup” pojawia się znana już wcześniejszych książek autora postać polskiego lekarza pracującego w przedrewolucyjnej Rosji, Pawła Skórzewskiego. Spora część jego życia to spotkania z nienazwanym, a jak wynika z przepowiedni które otrzymuje w dwóch opowiadaniach jeszcze sporo tych spotkań przed nim. Jest on świadkiem początku rewolucji, poluje na wampiry na dalekiej północy i odnajduje tajemniczy klasztor starowierców.

W tytułowym „Aparatusie”, „Oślej opowieści” i „Księgach drzewnych” pojawia się odrobinę podobna do Pana Samochodzika ( Pilipiuk pod pseudonimem Olszakowski opisywał jego przygody ) postać Roberta Storma „wyszukiwacza na zlecenie staroci” i pasjonata ciekawostek z przyszłości. Powiązanie Pinokia z salami w Oślej opowieści jest odrobinę makabryczne w wykonaniu Pilipiuka.
Pozostałe dwa opowiadania to „Za kordonem. Lwów” będące swego rodzaju wspomnieniem o przedwojennym Lwowie i „Staw” czyli twórcze przetworzenie klasyki horroru.
Cały zbiór czyta się znakomicie, autor znakomicie operuje piórem, opowieści płyną sprawnie, interesująco, bez dłużyzn. W większości opowiadań pobrzmiewa nostalgia za tym co minęło i ogromna niechęć autora do komunistów. Chyba pragnąłby on żyć w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, w które mówiąc po prostu ktoś „urwał łeb” Leninowi i jego kumplom, a przedwojenna Polska na tyle mocno się rozwinęła, że udało jej się bez większych przeszkód odeprzeć atak Hitlera. Oczywiście to tylko moje przypuszczenie.
Zdecydowanie polecam „Aparatusa” jako znakomitą lekturę na zimowe wieczory