Zatrute ciasteczko – Alan Bradley


Tytuł: Zatrute ciasteczko
Autor: Alan Bradley
Wydawca: Vesper
Do tramwaju: tak, ale lepiej w domu, ucieka mniej smaczków
Ocena ogólna: 9/10

Na początku grudnia, w ramach przezentu mikołajowego, kupiłem pierwszą część opowieści o przygodach Flawii de Luce, młodocianej detektyw mieszkającej na angielskiej prowincji. Pierwsze skojarzenie to oczywiście Panna Marple Agaty Christie, ale poza tym, że ksiązka jest równie udana to fabularnie niewiele łączy ją z opowieściami mistrzyni kryminału.

Flawia de Luce to sprytna jedenastolatka mieszkająca na angielskiej prowincji w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Mieszka z ojcem i dwiema siostrami w ogromnym domu, jest pasjonatką chemii i w odziedziczonej po przodkach pracowni oddaje się z zapamiętaniem swojemu hobby. Pewnego dnia Flawia o poranku znajduje w ogórkach ciało mężczyzny, który przed śmiercią, ostatnim oddechem wypowiada słowo VALE!. Trup okazuje się sięgać do przeszłości rodziny i staje się początkiem interesującej historii. Historii o poszukiwaniu prawdy, o znaczkach i o niewielkim angielskim miasteczku.
Opowieść snuta jest przez autora z pozycji głównej bohaterki, dzięki temu całość niepozbawiona jest pewnego uroku, a nad wiek rozwinięta Flawia w zabawny komentuje otaczającą rzeczywistość.

Zagadka kryminalna nie jest może specjalnie skomplikowana, ale ciekawa a zakończenie zaskakuje i znakomicie kończy opowieść. Flawia w swoim śledztwie wyraźnie daje dojść do głosu swojemu zainteresowaniu chemią, ale gdyby nie ona policji nie udałoby się odkryć kto zabił. w całej sprawie tak naprawdę pomaga jej „Gladys” czyli rower odziedziczony po matce i Dogger pełniący w domu rolę pomocnika rodziny i ogrodnika.

Książka napisana jest znakomitym językiem, a tłumacz świetnie odrobił lekcję przekładając niektóre zabawy słowne na bardziej zrozumiałe dla polskiego czytelnika. Opowieść czyta się szybko z ogromną przyjemnością a w finałowej części naprawdę mamy ogromna nadzieję, że Flawii „się uda”. Przyczepić się chyba można tylko do tego, że wydawca lub tłumacz zdecydował się skrócić oryginalny tytuł, który w pełnym brzmieniu „Ciasteczko słodkie u dna” pojawia się w podziękowaniach.

Na uwagę zasługują jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze książka wydana jest znakomicie. Wydawca podchodząc drugi raz do tematu zdecydował się na świetną edytorską robotę, która pozwala nam dodatkowo wczuć się w klimat książki. Druga sprawa która mnie osobiście zaskoczyła, to to, że autor który świetnie oddaje klimat angielskiej prowincji Anglikiem wcale nie jest, nawet nie mieszka w Anglii tylko na Majorce. Bradley z urodzenia jest Kanadyjczykiem który pracował długie lata w zawodach technicznych. Dobrze, że już przestał, bo szkoda by było zmarnować taki pisarski talent.

Druga część przygód Flawii trafiła już do kolejki zakupowej. ZDECYDOWANIE POLECAM