Imię wiatru – Patrick Rothfuss

Tytuł: Imię wiatru
Autor: Patrick Rothfuss
Wydawca: Rebis
Do tramwaju: tak, ale trochę gruba jest
Ocena ogólna: 8/10

Na początku całej zabawy w blogowanie były bardzo króciutkie notki mające mi tylko przypomnieć, o czym była dana książka. Później zacząłem pisać dłuższe recenzje po cichu licząc, że może uda się coś wyciągnąć od wydawnictw do zrecenzowania. Ba byłem nawet na tyle szalony, że wysłałem do kilku z nich propozycję współpracy :). Oczywiście nie odpisał nikt.

Ostatnio dodałem także licznik odwiedzin, ale zaczynam mieć coraz większe podejrzenia, że coś z nim jest nie tak, bo zlicza podwójnie nawet moje własne wejście i odświeżenie strony. Wychodzi więc na to, że jest totalnie niemiarodajny, a nawet z tymi „bonusowymi” odwiedzin jest niezbyt wiele.

Tak więc dziś zapadła decyzja. Notki stają się mniej oficjalne i tak prawie nikt ich nie czyta:).
Na początek zmiany trafiamy na „Imię wiatru”. Książka trafiła na listę planowanych zakupów już bardzo dawno temu, zdążyła nawet na chwilę z listy tej wypaść, ale w końcu wróciła.


Nie paliło mi się do niej, bo na oficjalnej stronie książki trafiłem na taka informację:

Jeśli w opinii wydawcy, Elizabeth R. Wollheim, jednego z najbardziej doświadczonych edytorów fantastyki, książka Pata to „ najwspanialsza powieść fantasy, jaką czytałam w ciągu trzydziestu lat pracy jako wydawca (…) Powitajcie pisarza, który stoi w jednym szeregu z takim mistrzami fantasy jak Tad Williams, George R. Martin, Terry Goodkind, Robert Jordan i Terry Brooks”, to wiecie już, że do Waszych rąk trafi książka niezwykła.

Tada Wiliamsa pierwszy tom jakiejś serii ledwo przeczytałem, Terry Godking zniknął już jakiś czas temu z mojej biblioteki, zaraz po tym jak przestały mnie kręcić panie w lateksowych kostiumach sado-maso i wynajdowanie idiotycznych powodów do napisania kolejnego tomu. No i jeszcze Marin, który po genialnych trzech częściach zaczął tak lać wodę, że może mu życia braknąć, żeby skończyć „Pieśń lodu i ognia”. Rekomendacja zatem żadna, więc planowany zakup mimo dobrych recenzji ciągle był odkładany.

Kiedy odbierałem z biblioteki zamówionego wcześniej znakomitego „Księdza Rafała” okazało się, że ktoś zlitował się i zakupił na potrzeby mojej filii rzeczonego Patrick’a Rothfuss’a. Wziąłem do rąk tą cegłę i utonąłem.

Książka właściwie nie wnosi do gatunku nic nowego. Wszystko już było. Młody zdolny, który stracił rodzinę opowiada o tym jak stał się bohaterem. Na pierwszy rzut oka koszmarnie oklepany schemat. Autor zrobił to jednak w tak znakomity sposób, że po prostu miód. Postaci są sympatyczne, główny bohater w miarę wiarygodny jak na standardy fantasy. W całej opowieści poirytowała mnie tylko część o draccusie wciśnięta jakby na siłę ( we „Władcy Pierścieni” nienawidzę kawałka o Tomie Bombadilu ). Książka mimo swoich ponad ośmiuset stron czyta się znakomicie, powielanie schematów nie razi.

Na półce czeka już „Strach mędrca”, na tyle duża to cegła, że wydawca podzielił ją na dwa tomy. W całej tej przyjemnej opowieści o Khvote martwi mnie tylko jedno. Że autor po sukcesie dwóch pierwszych części zdecyduje się pójść drogą swoich „wielkich” poprzedników i zacznie z zaplanowanej trylogii robić tetralogię, pięcioksiąg, sześciotomową sagę. Oby nie.

Jedna myśl nt. „Imię wiatru – Patrick Rothfuss

  1. Pingback: Z półki – wyzwanie | tramwajnr4

Możliwość komentowania jest wyłączona.