A miało byc tak pięknie, czyli powrót Jedi w wersji fantasy

Tytuł: Przywoływacz dusz
Autor: Gail Z. Martin
Wydawca: Dwójka Bez Sternika
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 5/10

Od dzisiaj mała zmiana, notki otrzymują tytuły własne, a nie odksiążkowe. Na pierwszy ogień w nowej konwencji idzie „Przywoływacz dusz” mocno chwalony w wielu recenzjach. Książka ta trafiła do mnie dzięki uprzejmości filii numer 18 mojej biblioteki i ogromnie chciałem podziękować anonimowemu darczyńcy, który tę pozycję cudownej urody postanowił jej przekazać. Darowizna ta pozwoliła mi zaoszczędzić kilka złotych, a przez tom drugi, mimo tego że ktoś również go podarował, już nie próbowałem się przebić. A chyba największym paradoksem jest to, że książka czyta się świetnie.

Bohaterem jest młodszy książę, jedyny członek rodziny królewskiej, który ocalał z rzezi zgotowanej przez przyrodniego brata, złego księcia wspieranego przez jeszcze gorszego czarodzieja, będącego do tego tajemniczym vayash moru czyli po ludzku mówiąc wampirem. Książę zwiewa z kumplami, w ucieczce pomagają im duchy ( jest Przywoływaczem dusz ), w trakcie całej awantury okazuje się on być spadkobiercą magicznych mocy swojej babki. Generalnie czad i było milion razy. Do tego pojawiają się wszystkie ograne motywy, czyli wojownicza księżniczka, najemnik o złotym sercu i motyw wędrówki po naukę.

Język powieści jest niezły, czyta się szybko i dopiero gdzieś koło połowy zaczyna zgrzytać. Mnie zaczęło podczas pobierania nauk w karawanie, kiedy pojawił się motyw złej i dobrej strony posiadanej mocy. Argumentacja starej czarownicy jako żywo przypomina mi nauki mistrza Yody. Zacząłem baczniej przyglądać się opisywanej historii i wydaje mi się, że dość łatwo można by z tego zrobić kolejną część Gwiezdnych Wojen, troszkę mieczy świetlnych i będzie.

Autorka dodatkowo wpadła na pomysł zaskakujący i żeby było inaczej niż wszędzie napisała czteroksiąg, który podzieliła na dwie dylogie. Prawda że genialne :) Nie polecam nikomu kto ukończył 15 lat i przeczytał więcej niż 5 książek fantasy. Zdecydowanie lepiej ograne motywy wykorzystał Michael J. Sullivan w cyklu zaczętym przez „Królewską krew” i „Wieżę elfów”

5 myśli nt. „A miało byc tak pięknie, czyli powrót Jedi w wersji fantasy

  1. Ominę szerokim łukiem, jako że 15 urodziny obchodziłam już jakiś czas temu, a i książek fantasy mam na koncie więcej niż 5 :-)

  2. Hehe, widzę, że nie jestem jedyny. Również sięgnąłem po tą książkę, bo wszyscy chwalili. A potem mało sobie na niej zębów nie połamałem : ) Widzę też, że zaczęło mi na poważnie zgrzytać w tym samym momencie co Tobie. Za to miałem naprawdę sporą przyjemność ze zdemolowania tego tytułu w recenzji : P

    • Mam strasznie mało komentarzy, więc każdy jest na wagę złota. Piękne dzieki

  3. Pingback: Z półki – wyzwanie | tramwajnr4

Możliwość komentowania jest wyłączona.