Złodziej

Tytuł: Kwantowy złodziej
Autor: Hannu Rajaniemi
Wydawca: MAG
Do tramwaju: niby można, ale może lepiej nie
Ocena ogólna: 7/10

Dawno nie miałem okazji przeczytać interesującego science-fiction. Mam takie wrażanie, że aktualnie najczęściej wydawane pozycje to fantasy i paranormale, od dobre s-f coraz trudniej. Kwantowy złodziej to debiut fińskiego autora Hannu Rajaniemi. Książka jest całkiem niezła, ma moim zdaniem jednak jedną zasadniczą wadę, ale o tym może na końcu notki.

Opowieść zaczynamy klasycznym „bum”. W mocno zakręconych okolicznościach tytułowy złodziej zwiewa z więzienia dzięki pomocy tajemniczej dziewczyny. Więzienie oczywiście nie jest w niczym podobne do tego czym są aktualnie takie ośrodki odosobnienia. Po brawurowym zmyleniu pogoni nasi bohaterowie udają się na Marsa aby odnaleźć wspomnienia, umiejętności i fragmenty osobowości złodzieja. Przed aresztowaniem ukrył on tam sporo ze swojego poprzedniego ja. Równolegle z wątkiem złodziejskim rozwija się historia jedynego na Marsie detektywa współpracującego z działającymi na planecie stróżami prawa zwanymi syndykami. W trakcie pobytu na planecie o złodzieja upomina się mocno jego przeszłość i po wielu perypetiach drogi obu bohaterów przecinają się na pewnym przyjęciu . Na koniec okazuje się zaś, że nie wszystko na Marsie okazuje się być takie jak powinno i takie jak wszystkim się wydaje, a mityczni Założyciele zaczęli grać ludźmi w jakąś dziwną grę.

Całość czyta się całkiem nieźle nawet mimo mocno „technologicznego” słownictwa. Autor poza interesującą akcją wprowadza do opowieści elementy socjologii i pokazuje różne rodzaje wpływu technologii na ludzi. Ciekawe jest także przedstawienie struktury społecznej Marsa, przechodzenie między fazami życia i funkcja wskrzesicieli pomagających w przejściu pomiędzy kolejnymi etapami. Istotne dla fabuły jest też pytanie o tożsamość człowieka i to w jaki sposób wpływają na nas nasze wspomnienia.

A teraz zarzut. Historia kończy się w takim momencie, że właściwie nie do końca można ocenić książkę. Opowieść jest dla mnie urwana w niezbyt satysfakcjonującym momencie. niby zakończył się pewien etap i autor mógł sobie na to pozwolić, ale pewien niedosyt pozostaje. Do tego druga część książki jeszcze nie powstała i nie wiadomo kiedy można się jej spodziewać w Polsce. Nie wiem czy nie lepszym pomysłem będzie poczekać na kolejną odsłonę perypetii Jean’a le Flambeur zanim zaczniecie czytać jego historię.

2 myśli nt. „Złodziej

    • Może recenzja jest też trochę chaotyczna, ale moim zdaniem książka taka jest. Trzeba się w nią „wczytać”, dlatego nie rekomenduję do tramwaju :)

Możliwość komentowania jest wyłączona.