Druid po raz drugi

Tytuł: Raz wiedźmie śmierć
Autor: Kevin Hearne
Wydawca: Rebis
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 8/10

Chwilę mnie nie było, ale już jestem. Ostatni tydzień obfitował w mnóstw wydarzeń. Zostałem pocięty przez chirurga, a mój syn stał się częścią cudu nad Wisłą; kończy podstawówkę z 4 z polskiego, świat się kończy a ojciec pęka z dumy ;). W tak zwanym międzyczasie druid Atticus powrócił. Tym razem ma do załatwienia sprawę z bandą niemieckich hexen, czyli wyjątkowo wrednej odmiany podłych wiedźm :)
Dodatkowo, może trochę na siłę, do drugiej części wciśnięty zostaje wątek bachantek, z którymi także trzeba się rozprawić. Idzie to Atticusowi podejrzanie łatwo, ale pewnie autor rozwinie temat w kolejnej części. W końcu nasz druid potrzebuje kolejnych wrogów, żeby było o czym pisać, a Bachus wydaje się być interesującym antagonistą.

Miłym dla Polaków akcentem jest większe zaangażowanie w fabułę książki sabatu polskich wiedźm. A że są one przedstawione jako spoko babeczki, które już w czasie drugiej wojny mocno namieszały Hitlerowi w planach to tym bardziej można się cieszyć z takiego postrzegania nas przez autora. Pojawia się także postać rosyjskiego kabalisty, który może okazać się w kolejnych częściach bardzo interesującym kolesiem. Przede wszystkim dlatego, że jest mocno niejednoznacznym bohaterem.
Akcja książki mimo tego, że mocno przewidywalna jest interesująca, a finałowa walka jest bardzo widowiskowa widowiskowa. Atticus spłaca niektóre stare długi, ale też zaciąga kilka nowych. Zaróno treść części drugiej jak i tytuł „trójki” jednoznacznie wskazują z kim przyjdzie się jeszcze zmierzyć staremu druidowi.
Książka pisana jest przyjemnym, łatwym w odbiorze językiem, nie nuży i nie powoduje problemów z odbiorem. Autor stara się także, aby całość trzymała się przysłowiowej „kupy”. Chodzi mi o to, że czasem twórcy fantasy popuszczają zbyt mocno wodze fantazji i świat staje się zupełnie nieprzewidywalny. Tutaj Hearne trzyma się pewnych założeń i kanonu postaci, dzięki temu możemy być pewni, że wampiry wychodzą tylko nocą, a wilkołaki jak się wkurzą mogą przemienić się całkiem przypadkowo.

Polecam na wieczór po męczącym dniu, mnie się podobało i z przyjemnością sięgnę po trzecią część. Mam tylko nadzieję, że wydawca będzie na stanowisku i pędem nabędzie prawa do części czwartej. A miała być kolejna trylogia :)

3 myśli nt. „Druid po raz drugi

  1. W ramach lektury lekkiej i przyjemnej Sullivan też się sprawdza :) Przeczytałam ponad 500 stron wczoraj :D

    A do druida ciągle przekonać się nie mogę, ale pewnie w końcu spróbuję „D

    • Sullivan wydaje się być odrobinę mniej oryginalny, niby dobrze się czyta, ale bardziej nuży jak dla mnie.

  2. bardzo podoba mi sie styl pisania autora, i samo podejści Atticusa do życia, jest ono lekkie i z przymrużeniem oka. Cała seria jest na mojej liście ulubionych ksążek

Możliwość komentowania jest wyłączona.