Przypadek przypadków

Tytuł: Za wszystko trzeba płacić
Autor: Aleksandra Marinina
Wydawca: Wydawnictwo W.A.B.
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 6+/10

No i już po wakacjach. Było miło, przeczytałem 4 książki, wysmażyłem ciało na plaży i zobaczyłem odmienna kulturę. Żeby mieć jakiś wybór wziąłem do czytania możliwie różnorodne lektury, bo gdyby mi coś nie podeszło nie byłoby szans na zakup jakiegoś innego tytułu.

Udało się przeczytać wszystkie, „Rakietowe szlaki” były genialne, reszta trzymała poziom, ale „szału ni ma”, czy też może „szału nie było”. Jedną z pozostałych  książek, które zdecydowałem się zabrać ze sobą było „Za wszystko trzeba płacić” Aleksandry Marniny. Ta popularna i uznana rosyjska autorka jest u nas wydawana przez wydawnictwo WAB z porażająca prędkością mniej więcej jednego tytułu rocznie, ale na szczęście wydawca kontynuuje tą całkiem udaną serię.
Oczywiście w każdej serii zdarzają się lepsze i gorsze pozycje, „Za wszystko trzeba płacić” to średniak, całkiem udany, ale tylko średniak. Byłby zdecydowanie lepszy gdyby nie jeden mankament. Autorka pozwoliła sobie na zbyt dużą liczbę zbiegów okoliczności. Nie mogę o nich napisać żeby nie popsuć przyjemności czytania, ale końcowa akcja z samochodem przechyliła mocno szalę w kierunku „naciągania” fabuły.

A teraz krótko o fabule. W wyniku poszukiwania formuły na magiczny balsam poprawiający zdolności intelektualne ginie właścicielka dokumentów go opisujących, była żona twórcy jego formuły. Przypadkową ofiarą mordercy staje się przy tej okazji druga kobieta, która miała pecha i znalazła się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Sprawa szybko by przycichła i trafiła na półkę pomiędzy inne nierozwiązane gdyby nie to, że druga ofiara okazała się być byłą kochanką pewnego dość wpływowego biznesmena. Biznesmen ten to nie tylko wpływowa osobistość, ale także bezwzględny szef organizacji zajmującej się praniem pieniędzy. A do tego człowiek o żelaznych zasadach, u którego major Anastazja Kamieńska ma zaciągnięty dług, nie kto inny jak Eduard Pietrowicz Denisow.

I tu zaczyna być już z górki Denisow wysyła jednego ze swoich ludzi by kontynuował śledztwo, zmusza Anastazję do spłacenia długu, a sprawa balsamu zaskakująco splata się od zupełnie niespodziewanej strony ze sprawą morderstwa. W tle pojawia się także znana z wcześniejszych tomów  organizacja do zadań specjalnych kierowana przez Arsena.

Wszystkie wątki łączą się w interesujący kryminał do pewnego momentu. Tak jak pisałem na początku zaczynają uwierać zbiegi okoliczności. O ile możemy zaakceptować pierwsze dwa czy trzy zrządzenia losu to kolejne nakładanie się wątków zaczyna byś już irytujące.

To jedyny mankament tej mojej wakacyjnej lektury. Poza tym wszystko jest na miejscu, śledzenie fabuły nie nastręcza żadnych problemów, a rosyjskie imiona odojcowskie nie utrudniają odbioru. Gdyby Marinina dała sobie w końcówce spokój z niepotrzebnymi dziwnymi rozwiązaniami opartymi na zbiegu okoliczności byłoby świetnie, a tak, jest tylko przyzwoicie.

Ale na wakacje polecam :)

Jedna myśl nt. „Przypadek przypadków

Możliwość komentowania jest wyłączona.