Macierzyństwo bez tacierzyństwa

Tytuł: Macierzyństwo bez lukru 2
Redakcja: Joanna Skotnicka i Dorota Smoleń
Wydawca: Wydawnictwo RW2010
Do tramwaju: tak, jeśli macie ebook readera
Ocena ogólna: 8/10

Czytuję blogi. Są to przede wszystkim blogi „książkowe”, ale nie tylko. Sporo z nich jest w moich zakładkach tylko dlatego, bo je lubię. Czy to za sposób w jaki są pisane, czy to za sprawy o których się tam pisze, różnie.
Tym razem mam do czynienia z książką blogową. Wcześniej spotkałem się już z kilkoma takimi, najbardziej spodobała mi się chyba seria o Bazylku, w której jego tata z ogromną swadą opisywał anegdotki z życia swojego syna. „Macierzyństwo bez lukru 2″ to jednak pozycja zdecydowanie inna od wszystkich książek poblogowych, z którymi miałem do czynienia.
Decyduje o tym zarówno powód jej powstania jak i zawartość. Książka jest kontynuacją inicjatywy która ma na celu wsparcie Mikołaja chorego na rdzeniowym zanik mięśni,  a jej treść to notki, wpisy i rysunki pochodzące z blogów wielu mam. Różnią się one formą, treści i tematem jaki podejmują, natomiast wspólne dla wszystkich jest tylko to, że wszystkie traktują o macierzyństwie, takim prawdziwym, nie z programu śniadaniowego czy kolorowej gazety.

Książka odczarowuje wiele ważnych tematów, opowiada o trudach radzenia sobie z dzieckiem, z własnymi emocjami. Pozwala spojrzeć na swoje relacje z dzieckiem z innej perspektywy i moim zdaniem daje szanse na ich poprawę.
Dlaczego tak się dzieje? Z bardzo prostego powodu. Po prostu kiedy okazuje się, że sporo tych spraw które przydarzają się nam rodzicom na co dzień przydarza się także innym. A skoro oni sobie jakoś poradzili to i jest szansa, że i nam się uda. Mnie osobiście bardzo poruszyła notka napisana przez mamę, która czasem ma problem z ukrytym mister Hyde’m, lub w moim i jej małżonka świecie z siedzącym w  niektórych z nas Hulkiem. Na szczęście nie tylko we mnie on siedzi, musimy mu tylko uniemożliwić miażdżenie :) Ale skoro ona daje radę go powstrzymać to i mnie się uda :)

Książka jednak nie jest pozbawiona wad, a właściwie można powiedzieć, że ma dla mnie jedną wadę.  Wadę bardzo istotną dla ojca dwóch świetnych chłopków. Skoro mamy decydują się opowiedzieć o swoim życiu i pokazać, że bycie mamą nie zawsze jest łatwe to czemu żadna z Pań nie zdecydowała się na pójście o krok dalej i obalenie mitu o wiecznie nieobecnym facecie? No chyba, że zdecydowana większość kobiet, które stworzyły coś do tego zbioru ma problem z partnerem. Poza jednym opowiadaniem/notką we wszystkich ojciec jest tylko jakimś tłem dla opisywanej sytuacji. Albo służy za niewprawną niańkę, albo go ciągle nie ma, nawet kiedy się pojawia to jakiś taki (przerwa na reklamę ;) ) niewyraźny.

Wiem, że to książka o macierzyństwie, ale drogie Panie istnieją też tatusiowie. Tacy którzy może niekoniecznie wezmą urlop wychowawczy, ale jednak biorący z własnej inicjatywy udział w wychowaniu dzieci. Tacy co śniadanie do szkoły zrobią i wrzasną że nie wziął szalika, a nie tylko weekendowo zabiorą do kina i poczęstują tam popcornem. Może w kolejnej części będzie pora na obalenie kolejnego mitu?
Ale w końcu najważniejsze jest wsparcie Mikołaja, więc zapraszam po szczegóły TU

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Chudej

4 myśli nt. „Macierzyństwo bez tacierzyństwa

      • Nie nie. Te wielkie litery miały podkreślić, że nie jest takim zwykłym osobnikiem, co to się plącze pod nogami, bo jest, ale JEST. Jest WAŻNY, jest ISTOTNY, jest NIEZBĘDNY, jest WYJĄTKOWY.

        Myślę, że większość z was tak ma, tylko się z tym kryje.

        • Zrozumiałem to bardziej jako JEST i nic poza tym, że niewiele z tego bycia wynika, Moja wina, kajam się.

Możliwość komentowania jest wyłączona.