Czasem niestety tak mam

Tytuł: Złodziej
Autor: Megan Whalen Turner
Wydawca: Ars Machina
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 5/10

Na Złodzieja zwróciła mi uwagę Silaqui, jej pozytywna recenzja była siłą sprawczą do stania się właścicielem książki. Książkę przeczytałem, nie powiem nawet z pewną przyjemnością. Ale mimo tego, że ma ona dalszy ciąg i to nawet wydany w Polsce to nie planuję już wracać do świata Eddis, Attolia, Sounis. Zupełnie mnie ta książka nie porwała, nie wzbudziła emocji. Historia jest prościutka, sposób podania może i niezły, ale nic poza tym. Złodziej, który nie jest tym za kogo się podaje, mag który nie czaruje i opowieść o poszukiwaniu dawno zaginionego artefaktu niestety nie zainteresowały mnie zupełnie.

Jeśli jednak ktoś jest na początku przygody z fantasy to jest to dla niego idealna pozycja, klimatyczna i ciekawa pod warunkiem, że nie czytasz podobnej historii kolejny raz w swoim życiu. Sami decydujcie, czy macie ochotę :)

Magia do czytania

Tytuł: Magia parzy
Autor: Ilona Andrews
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 6/10

W Empiku była promocja, przy zakupie dwóch książek z działu fantastyka trzecia była za friko. Wziąłem „Bohaterów” Abercrombiego i trzeba było coś dobrać. Z racji tego że pierwszy tom cyklu Ilony Andrews był niezły, a ja lubię proste historie wziąłem kolejne dwa. Dodatkowymi bodźcami była chęć podlizania się żonie i spory spadek formy u Patricii Briggs w ostatnim tomie o Mercedes Thompson. Zarówno Brigss jak i Andrews mają dla mnie jedną zasadniczą zaletę. Tworząc w sumie dość klasyczne urban fantasy nie wciskają na siłę zbyt rozbudowanego wątku miłosnego. Oczywiście w literaturze z tej półki musi być on obecny, ten typ tak ma, ale u obu Pań nie jest on zbyt nachalny. Przynajmniej w dotychczas znanych mi tomach :)

Magia parzy dostarcza dokładnie tego typu rozrywki jakiego oczekiwałem. To taka książka, po którą sięgam kiedy mam już dość i brak mi sił na coś ambitniejszego.

Głowna bohaterka to Kate Daniels, twarda kobieta z pewną tajemnicą, czasem kłopotliwym wsparciem dla niej jest gromada zmiennokształtnych, której szefem jest Curran, prawdopodobny obiekt westchnień w kolejnych tomach . W tej części ich głównym  przeciwnikiem jest morski demon rodem z irlandzkiej mitologi, który szykuje grunt pod tajemnicze wielkie BUUM i próbuje z uporem maniaka porwać dziewczynkę,której opiekę podjęła się zapewnić Kate.

Są także wiedźmy, przystojny heros z irlandzkich pieśni, bogini śmierci i dzika nawalanka. Wszystko w sosie zmiennokształtnym. Czytało mi się to całkiem dobrze, nie żałowałem wydanych pieniędzy. Andrews łączy znane motywy i przekształca je po swojemu interesujący sposób. Język jest miły w odbiorze, a tłumaczka spisała się znakomicie. Obawiam się tylko, że w kolejnych odsłonach opowieść zdryfuje w kierunku kochliwości głównych bohaterów.

Jako ciekawostkę należy dodać, że tak naprawdę opowieść tworzy duet pisarski, małżeństwo  Ilona i Andrew Gordon.

Nazwiska nie piszą

Tytuł: Miecze i mroczna magia
Wybór: Jonathan Strahan, Lou Anders
Wydawca: Solaris
Do tramwaju: spora i niewygodna
Ocena ogólna: 3/10

Na początku chciałem pięknie podziękować anek7 za pożyczenie książki. Gdybym po przeczytaniu nazwisk autorów tej antologii i opisów z okładki zdecydował się na zakup to chyba by mnie na miejscu trafił szlag. W skład książki wchodzą opowiadania prawdziwych tuzów fantasy, ale w przypadku tej książki na myśl przychodzi parafraza piłkarskiego powiedzenia „nazwiska nie grają”, czyli w tym przypadku nazwiska nie piszą. Spis treści prezentuje się naprawdę imponująco, ale co z tego? Ano właśnie nic.

Kiedy czytam Rakietowe szlaki z reguły po pół roku pamiętam ich zawartość. Tutaj po tygodniu już tylko mgliście błąka mi się pod czaszką o czym są poszczególne opowiadania. I to raczej na zasadzie znajomości nazwisk, a nie treści opowiadań. Tak naprawdę, to spodobało mi się tylko jedno, a kilka innych ma potencjał, ale zupełnie niewykorzystany.

A teraz kilka słów o poszczególnych tytułach:

Steven Erikson Kozły ofiarne – autor znanej sagi, której nie byłem w stanie przeczytać, poległem po drugim tomie, opowiadanie świetnie napisane, opowiada właściwie o niczym, może że Ci co przeczytali malazańską księgę mieli frajdę, ja raczej średnio

Glen Cook Tides Elba. Opowieść o Czarnej Kompanii – nudne opowiadanie, nic nieznaczący epizod w dziejach Czarnej kompanii

Gene Wolf Krwawa gra – dramatycznie słabe

James Enge Śpiewająca Włócznia – zupełnie nie pamiętam o czym było

C. J. Cherryh Czarodziej z Wiscezanu – przyzwoite, całkiem fajny klimat

K. J. Parker Pracowity i urozmaicony tydzień – zupełnie nie pamiętam o czym było

Garth Nix Stosowny prezent dla magicznej lalki – podejrzewam, że świat z którego jest wyrwane może być interesujący, ale opowiadanie wyrwane z niego nie porywa

Michael Moorcock Czerwone perły. Opowieść o Elryku z Melniboné – PIEKIELNIE nudne

Tim Lebbon Apoteoza Dala Bamore’a. Z dziejów Echo City – zupełnie nie pamiętam o czym było

Robert Silverberg Ciężkie czasy dla Nocnego Targu w Bombifale – niezłe, ale tylko dla tych którzy znają świat Majipoor

Greg Keyes Nieskalani – zupełnie nie pamiętam o czym było

Michael Shea Majster Ton – jeśli nie znasz świata „Umierające Ziemi”, to opowiadanie jest o niczym

Scott Lynch Między regałami – jedyne które naprawdę mi się podobało, bardzo sympatyczne rozwinięcie pomysłu biblioteki ze Świata Dysku, przecież duża ilość książek magicznych zgromadzonych w jednym miejscu musi oddziaływać na rzeczywistość :)

Tanith Lee Dwa lwy, wiedźma i Zwycięska Opończa – kolejne sprawnie napisane opowiadanie o niczym

Caitlín R. Kiernan Córka morskiego trolla – mam nieodparte wrażenie, że gdyby było trochę dłuższe może być oś z tego było

Bill Willingham Zuchwali złodzieje – największe zaskoczenie na minus; autor świetnych komiksowych Baśni chyba chciał napisać prolog do książki i powstał ten potworek, nieźle napisane opowiadanie bez końca

Joe Abercrombie Parszywa robota – fajne, ale co z tego? na zakończeni tomu opowieść ze wszystkimi wadami książki, nieźle napisane, ale o niczym

Nie polecam, nawet zdecydowanie nie polecam

Aż sam się zaskoczyłem

Tytuł: Sztejer
Autor: Robert Foryś
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 3/10

Robert Foryś jest zaskakująco często wydawanym w Polsce autorem. Pisze proste opowiastki z wyrazistymi i raczej jednoznacznymi moralnie bohaterami, a używa do tego bardzo prostych środków. Mocno przypomina mi momentami Zambocha z troszkę gorszym warsztatem pisarskim. Fabularnie też nie zdarza mu się być ani specjalnie interesującym ani specjalnie odkrywczym, a wcześniejsze dwie książki o Joachimie Hirszu czytało mi się bardzo źle.

Sztejert to tak naprawdę dwa opowiadania chronologicznie następujące bezpośrednio po sobie. Wszystko dzieje się w post apokaliptycznym świecie, który po wielkiej wojnie wrócił do stanu przypominającego nasze średniowiecze. W skutek walk i użycia broni masowej zagłady ( prawdopodobnie ) pojawiło się w nim trochę stworzeń, które są czymś na kształt potworów w typie wiedźmińskim. Nic odkrywczego nic, specjalnie ciekawego. Tytułowy bohater to właśnie ktoś na kształt wiedźmina, zabija potwory na zlecenie,a o jego przeszłości wiemy tylko, że był kiedyś rycerzem w pewnym zakonie i dało mu ot specjalne umiejętności, które wykorzystuje podczas swojej pracy. Mimo tego, że według opisu bohatera ma to być rasowy skurwiel, to tak naprawdę większość jego działań temu przeczy. Zdecydowanie staje po stronie sprawiedliwości mimo tego, że teoretycznie zależy mu tylko na własnej dupie. Jakby na to nie patrzeć spora fabularna niekonsekwencja tu wyłazi.

Tak jak wcześniejsze powieści o Hirszu tak i ta jest mocno słaba, zaletą jest na pewno, że język autora ewoluuje i stał się dużo przyjemniejszy w odbiorze.

A na koniec pewna dość zaskakująca konkluzja. Nie wiem jakim cudem, ale mam ogromną ochotę na dalszy ciąg. Mam z tym problem, bo za boga nie kupię, żal mi kasy, w bibliotece nie ma i na wymianę też raczej nie ma co liczyć.  Ale są dwie dalsze części i mimo wszystkich słabości chciałbym je poznać :)

Rothfuss – miód w czystej postaci

Tytuł: Strach mędrca Tom 1
Autor: Patrick Rothfuss
Wydawca: Rebis
Do tramwaju: cegła, ale warto
Ocena ogólna: 8/10

Ostatnio namnożyło się gwiazd fantasy. Jest ich po prostu jak psów, a jeden mistrz lepszy od drugiego, objawienia po prostu. Przeczytanie takiego cudu najczęściej weryfikuje jednak bardzo szybko ochy i achy, a cudowna powieść okazuje się być najczęściej popłuczynami po Tolkienie. Na szczęście co jakiś czas pojawia się coś naprawdę interesującego, ktoś kto ma w sobie to coś.
Czytaj dalej

Ogrile dają czadu

Tytuł: Caine Czarny Nóż
Autor: Matthew Stover
Wydawca: MAG
Do tramwaju: tak, ale warto czytać uważnie
Ocena ogólna: 8/10

 

Ten cykl to dla mnie najlepsze połączenie fantasy z odrobiną SF jakie w życiu czytałem. Czwarty już tom trzyma poziom, nie odbiega w odbiorze od wcześniejszych. Jest tu wszystko co lubię u Stovera. Akcja, sporo POTRZEBNEJ brutalności, zakręcona intryga i ciekawy świat. Tym razem Caine spłaca stare długi zaciągnięte u pewnego Ogrila podczas pobytu w więzieniu, rozwiązuje zagadkę dziwnej aktywności rycerzy Kryla i wpada w ogromne tarapaty, a z retrospekcji dowiadujemy się jak z szeregowego Aktira stał się prawdziwą gwiazdą. Po prostu wystarczyła eksterminacja najdzikszego plemienia w okolicy.

Polecam tym, którzy lubią fantasy bez przesłodzonych elfów i marudnych krasnoludów. Tylko krew, flaki i truposze :)

Dziwna książka dla dzieci

Tytuł: Dom na krańcu czasu
Autor: Jeanette Winterson
Wydawca: Znak
Do tramwaju: tak, ale lepiej nie czytać
Ocena ogólna: 3/10

Przeczytałem na blogu Viginti Tres dość pochlebną recenzję tej książki dla młodego czytelnika. Pomyślałem że przeczytam, a jak mi się spodoba, to może namówię syna na przeczytanie. Nie namówiłem.

Nie podobało mi się, nie lubię tego typu literatury. O ile lubię rożne odmiany fantastyki, to akurat ten typ totalnego oderwania od rzeczywistości zupełnie mi nie odpowiada. Książka nieoparcie kojarzy mi się z Alicją w krainie czarów, czy Małym księciem. Może po prostu hołduję prymitywnym gustom, ale mnie to nie bierze. Owszem opowiada ona o tym co w życiu ważne i na pewno pomaga młodemu czytelnikowi wypracować jakiś kręgosłup moralny. Ale dla mnie jest zbyt dziwna. Teleportacja robiona przy pomocy bliźniaków jednojajowych,błeee.

Skaczący Jack

Tytuł: Dziwna sprawa Skaczącego Jacka
Autor: Mark Hodder
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 5/10

 

Generalnie lubię Fabrykę Słów, był nawet taki okres, że kupowałem praktycznie tylko ich książki. Pierwotnie publikowali praktycznie wyłącznie polskich autorów, potem pokazała się zagraniczna fantastyka ( dzięki za Zambocha ), a teraz zdarzają się im wycieczki także w inne rejony literatury.

Mark Hodder zadebiutował „książkowo” właśnie „Dziwną sprawą Skaczącego Jacka”, która to książka była ponoć jednym z wydarzeń literackich w Wielkiej Brytanii i na dodatek dostał za nią nagrodę Philipa K. Dicka. Szczerze mówiąc nie do końca wiem dlaczego.

Ale może na początek trochę o fabule. Mamy tu do czynienia z historią alternatywną, gdzie po śmierci w zamachu królowej Wiktorii zaczyna się jakby osobna „gałąź czasowa”  w której króluje technika parowa i zaskakująco zaawansowana genetyka. W dodatku genetyka mocno udziwniona i przystosowana do wyobraźni ludzi z epoki, czyli np. genetycznie powiększone łabędzie służące do przewożenia ludzi w powietrzu.

Richard Burton, podróżnik, zostaje wynajęty przez rząd Jego Królewskiej Mości do rozwiązania dwóch spraw. Wilkołaków pojawiających się w jednej z dzielnic Londynu i zataczającej coraz szersze kręgi sprawy Skaczącego Jacka, tajemniczego indywiduum pojawiającego się co jakiś czas i atakującego młode kobiety. W trakcie śledztwa okazuje się, że te sprawy się łączą, a ich wyjaśnienie będzie kosztowało Burtona wiele wysiłku i na zawsze zmieni jego życie.

Książka nie jest dla mnie jednak czymś mogącym pretendować do miana superdebiutu. Czytało mi się ją nie najlepiej i o ile pomysły na opis świata są rzeczywiście niezłe i świeże to ich nadmiar powoduje że książka momentami irytuje. Do tego autorowi zdarzają się nużące fragmenty i ze znakomitego pomysłu wychodzi przeciętny produkt. Nakręcany człowiek, wilkołaki wybuchające od nadmiaru emocji i papugi wywrzaskujące wulgaryzmy po przekazaniu informacji w zbyt dużej ilości psują lekturę.

Osobno należy zwrócić uwagę na to jak wydano „Dziwną sprawę..”. Takie wydawanie to jest coś, okładka zintegrowana z tasiemką nie podnosi jakoś bardzo ceny książki, a przyjemność odbioru rośnie, oj rośnie :)

Przygody Richarda Burtona to znakomicie wydana przeciętna lektura. Dalszego ciągu nie kupię, ale jeśli ktoś nie ma co czytać to spokojnie można sięgnąć po nią, wielkiej ffrajdy nie będzie, ale wielkiego zawodu również.

Kill’em all czyli pisane na siłę

 

Tytuł: Kłamca 4. Kill’em all
Autor: Jakub Ćwiek
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 3/10

 

Jakiś czas temu na łamach swojego bloga Jakub Ćwiek był uprzejmy opisać częściowo kulisy swojego konfliktu z Fabryką Słów. Było burzliwie po obu stronach i mam nieodparte wrażenie, że Kłamca padł ofiarą tego konfliktu. Część czwarta zaczyna się w momencie kiedy zakończyła się poprzednia część cyklu. Loki poluje na Antychrysta, Lucyfer rozpoczął Armagedon, a wszyscy bohaterowie opowieści wpadli w mniejsze lub większe tarapaty, jakby na to nie popatrzeć mamy koniec świata.
Czytaj dalej

JFK


Tytuł: Agent JFK.Armie nieśmiertalnych
Autor: Miroslav Žamboch, Jiří W. Prochazka
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 2/10

Tytuł: Agent JFK. Lodowa gra
Autor: Tomas Nemec
Wydawca: Fabryka Słów
Do tramwaju: tak
Ocena ogólna: 5/10

 

Tym razem notka krótka, bo książki niewarte opisywania. Przy okazji będzie krótkie podsumowanie opowieści o JFK.
Część 4 cyklu – po prostu masakra, brak logiki i głupota pomysłów jest porażająca. Oś fabularna kręci się wokół chińskiej terakotowej armii ożywionej przy pomocy magii golema. Na polecenie lorda X-Hawka atakuje ona Europę i ma dać mu władze nad światem, w którym ma to miejsce i przy okazji wpłynąć na równoległe światy. Pomysł żenujący, nie należy tu raczej doszukiwać się alegorii zalewania świata przez chińczyków, ale kto wie, może to jakieś drugie dno.

Część 5 w porównaniu z 4 jest logiczna i interesująca, mamy postapokaliptyczny lodowy świat, agenta który przestał odpowiadać i trzeba sprawdzić co się z nim stało, mutantów, rozgrywki pomiędzy wielkimi mroźnej Pragii. Opowieść trzyma się kupy, nie wymaga aż takiej pobłażliwości od czytelnika.

Podsumowując całe moje spotkanie z cyklem o John’ie Francis’e Kovář’ze pracowniku agencji dbającej o jednorodność wszechświatów z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że przeczytać można tylko nieparzyste części. Przynajmniej z zakresu od 1- do 5. Potem już nie wiem co się dzieje, bo nie odważyłem się kupić. Nieparzyste w podróży spiszą się nieźle jako relaksujący odmóżdżasz. Parzystych nie można nawet polecić grupie docelowej, która chyba są 14 letni zahukani przez rówieśników młodzieńcy, pragnący w marzeniach stać się kimś pomiędzy Jamesem Bondem, a Hanem Solo.